Nie ma kilogramów, litrów, kilometrów, Celsjuszy i metrów.
Są funty, galony, mile, Fahrenheity i stopy.
AŁA.
Można kupić pół galona mleka, w sklepie odległym o 3 mile. A kiedy piekliśmy indyka, to on miał 160 stopni Fahrenheita. Nie wiedziałam, ile to Celsjuszy. Zaproponowali, że przyniosą mi termometr z Celsjuszami. Odmówiłam. Jestem w USA to potrzebuję przywyknąć. Następnie spytałam czy te 160 stopni to dużo, czy mało. Dowiedziałam się, że potrzebujemy 165, więc wsadzimy indyka jeszcze na dodatkowe pół godziny. Piekł się trzy. A miał 22 funty (10 kg). Duuuży. Jak na Hamemrykę podobno średni.
A funty nie wiadomo dlaczego maja skrót LB. No, dobra, sprawdziłam w cioci Wikipedii, podobno od łacińskiego "libra", co znaczy masa, czyli funt. Tak, żeby nie było za łatawo zapamiętać...
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
NIEZŁA SKUCHA ZAĆMIENIOWA
Gadałam z jednym takim gościem z autobusu. Dziś podróżowałam Greyhoundem - taka tania linia. Gościu nie wiedział, że jest zaćmienie. Nie wie...
-
Pozostały dziury w ziemi. Wywieziono gruz, odzyskano ciała. Imiona ofiar są wpisane na barierce dookoła obu dziur w ziemi. W środku zrobili...
-
Na zdjęciu dwie karty pokładowe z przelotów. Jedna, ta pozioma, jest typowa, do takich przywykłam. Takie zwykle są na długich lotach. Ta ...
-
Gadałam z jednym takim gościem z autobusu. Dziś podróżowałam Greyhoundem - taka tania linia. Gościu nie wiedział, że jest zaćmienie. Nie wie...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz