A jednak. Na godzinkę przed wylotem poszłam na bramkę (leżałam na sąsiedniej, bo mieli lepsze fotele). I cóż widzę? Pusto... głucho.... Ze dwie panie z obsługi za biurkami, ale paseżerów zero, wymiotło.
Nie możliwe. Do Bostonu leci duży samolot, nie możliwe, żeby wszyscy akurat poszli do toalety. Spodziewałam się raczej zobaczyc kręcącą się obsługę, i przypięty tunel, oraz samolot, i tłumy nerwowych pasażerów. A tu pusto. Coś jest źle.
Zapytałam pań, tak, oczywiście. Zmienili bramkę.
Dobrze, że nie terminal. Udałam się na nóżkach na drugą stronę wielkiej hali, dopytałam na nowej bramce, że to tu, tak tu. Za 20 minut zaczną wpuszczać do samolotu.
Nie usłyszałam komuniktów o zmianie bramki, albo raczej nie zrozumiałam. Wydawało mi się, że zrozumiem po Angielsku słowo Boston, ale nie. Po francusku rozumiem tylko BON ŻUR i SIL WU PLE. Zapowiadali jakieś rzeczy w obu językach, ale nie zrozumiałam. Na szczęście jest spokojnie dość czasu na zmianę, nowa bramka jest relatywnie blisko starej, tak z 5 minut piechotą, i nawet jeszcze jest czas na maila. Zaczęli wpuszczać. Nie wierzę, że w pół godziny posadzą tyle osób, pewnie będzie poślizg z wylotem, ale chyba nieduży.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
NIEZŁA SKUCHA ZAĆMIENIOWA
Gadałam z jednym takim gościem z autobusu. Dziś podróżowałam Greyhoundem - taka tania linia. Gościu nie wiedział, że jest zaćmienie. Nie wie...
-
Pozostały dziury w ziemi. Wywieziono gruz, odzyskano ciała. Imiona ofiar są wpisane na barierce dookoła obu dziur w ziemi. W środku zrobili...
-
Na zdjęciu dwie karty pokładowe z przelotów. Jedna, ta pozioma, jest typowa, do takich przywykłam. Takie zwykle są na długich lotach. Ta ...
-
Gadałam z jednym takim gościem z autobusu. Dziś podróżowałam Greyhoundem - taka tania linia. Gościu nie wiedział, że jest zaćmienie. Nie wie...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz